Ciotka Fiona poznała po wyrazie jego twarzy, że przebrała miarkę.

Cisza. Milla nie słyszała nawet oddechu Rhondy.
Nie myślała o jego ewentualnym przyznaniu się do winy ani o
ciałem wtedy, na targu, w rosnącej kałuży krwi. Z jedną nerką radziła
ramionom, pozwalając, by dodały jej sił. Było jeszcze tyle do
kumpli, wymieniając z nimi głośne i wesołe przekleństwa - jeśli tak
strachu, chciała krzyknąć, ale głos uwiązł jej w gardle i wydobyła z
nigdy
Diaz podszedł do opartego o płot rowerka i kucnął, by uważnie
O mało nie zrezygnowała z tego wyjazdu do Meksyku z
pokoi, czekając, aż ten przerażający facet wreszcie sobie pójdzie.
korzeni.
pozwalały jej leniwie rejestrować obecność Diaza w pobliżu, leniwie
Potem chciał jej pilnować Rex. Nalegał, żeby została na jego ziemi, w małym domku u podnóża gór, gdzie ją ulokował. Gdzie odwiedzał ją Willie. Gdzie czuła się prawie bezpiecznie. Dopóki nie zrozumiała, że Rex jest słaby i że w końcu wyjawi władzom, gdzie ona jest. Wtedy stamtąd odeszła i zaczęła się włóczyć po lesie. Wiedziała, że jest potrzebna synom. Znowu przed oczami miała obraz ognia i wody. Kłopoty. Straszliwe. Spojrzała na księżyc i gwiazdy, ale nie było ich widać. Las pogrążony był w całkowitej ciemności. Nie bała się. I była cierpliwa. Czekała na znak. Cassidy przeciągnęła się w łóżku i zorientowała się, że jest sama. Chase już wyszedł, ale to nie miało znaczenia. Tej nocy nadrabiali stracony czas. Kochali się i zasypiali tylko po to, żeby kochać się znowu. Swędziało ją całe ciało i czuła pieczenie między nogami. Narzuciła na siebie jego koszulę i zapinając ją, poszła boso do kuchni. Kawa była już zaparzona. Wyjrzała przez okno i zobaczyła, że Chase stoi przy stawie i wpatruje się w wodę. Czekał na nią. Nie chciała go rozczarować. Wybiegła na dwór. Koszula wiła jej się między nogami. Czuła łagodną pieszczotę powietrza na nagiej skórze. Zobaczył, że idzie, ale nie uśmiechnął się do niej. Zastanawiała się, czy wszystkie stare mury, które zburzyli zeszłej nocy, powstały na nowo. - Kto ostami, ten fujara! - zawołała. Odwrócił się do niej. Na minutę zamarło jej serce. Był tak podobny do Briga, że zaparło jej dech w piersi. - Coś się stało? - Nie. Ja... - Ale z niej idiotka. Zbyt wiele emocji naraz. - Chodź! Rozpięła guziki i koszula ześlizgnęła się na ziemię. Cassidy wbiegła do lodowatej wody. Nie pozwoliła błądzić niebezpiecznie swoim zdradzieckim myślom. Zanurkowała głęboko, dotknęła dna, a potem wynurzyła się, żeby złapać oddech. Chase nie stał pod drzewem. Nie było go. Wyczuła ruch. Nagle wynurzył się przy niej z otwartymi ramionami, rozbryzgując wodę. - Jesteśmy nienormalni. Z brody kapała mu woda. Wziął ją w ramiona. - Ej, bo się utopię! - Nie. Ja cię uratuję. Odnalazł jej usta. Objął ją rękami i nogami. Poczuła, że jego męskość wzbiera, mimo lodowatej wody. Krew w niej wrzała. Nagle zawładnęło nią pożądanie. Zamknęła oczy, otrząsnęła się z wątpliwości i na nowo poddała się temu mężczyźnie, swojemu mężowi. Dopiero później zrozumiała, że popełniła błąd. Siedzieli na ganku, trzymając w rękach kubki z gorącą kawą i przyglądali się koniom Cassidy, które pasły się na trawie za stawem. Promienie słońca przedzierały się przez chmury i ozłacały boki klaczy i ogierów, które oganiały się ogonami od much i skubały suchą trawę. Nigdy nie kupiła sobie źrebaka ani ogiera. Remmington był ostatnim. Siedziała na krześle w szlafroku, opierając stopy na stole. Ruskin warował przy niej na podłodze. Chase leżał wyciągnięty na sofie, z lekko uniesioną chorą nogą. Miał na sobie opuszczone nisko na biodrach wyblakłe dżinsy i koszulę którą ona narzuciła, wychodząc z łóżka. Miejscami była mokra. Nie zawracał sobie głowy, żeby ją pozapinać. - Czekasz - powiedział w końcu, biorąc łyk kawy - żebym powiedział ci o Brigu. - Chyba powinnam się dowiedzieć? Utkwił w niej niebieskie oczy, a potem spojrzał na horyzont. - Chyba tak. - Zawahał się przez moment i potarł kark. - Brig skontaktował się ze mną cztery czy pięć lat po tym, jak wyjechał. Znalazł mnie w Seattle. Powiedział, że mieszka w Anchorage, że kilka lat pracował przy rurociągu, potem w tartaku, a w końcu sam kupił tartak. Chciał, żeby wszyscy, ty, mama, całe to cholerne miasto, myśleli, że zginął, zmarł albo jak tam chcesz sobie to nazwać. Nigdy nie miał zamiaru wrócić. - To było zanim, czy po tym, jak się ponownie spotkaliśmy? Zanim. Ale przez bardzo długi czas nie dawał znaku życia. Wtedy już byliśmy ze sobą i... kazał mi tobie powiedzieć, że nie żyje. - On tak powiedział? - wyszeptała, próbując zlekceważyć ból, który znowu odezwał się w jej sercu. - Myślał, że tak będzie najlepiej. Zrozumiała. Chase od samego początku wszystkich okłamywał. - On... A co powiedział na to, że się spotykaliśmy? Jego oczy były okrutne. - Nic. - Nie próbował wybić ci tego z głowy? - Mówię ci, że w ogóle go to nie obchodziło. Cassidy, nie możesz się z tym pogodzić?
gośćmi.


mieszkanie na startwniosek o urlop wypoczynkowy

- Chwilę wcześniej mówiłaś mi po imieniu.

uświadamiała sobie, jak bardzo brakowało jej Diaza. Sama jego
go Diaz. To była jej szansa na dokonanie zemsty
kierunku, oddalając się od cmentarza, aby okrążyć go od tyłu.

porządny prysznic. Ciekawe, czy tak samo czuła się lady Makbet,

- A cóż by to mogło być? Kolejne morderstwo w hotelu?
- Pokaz sztucznych ogni w Vauxhall zepsuła mgła, więc przyszedłem cię poszukać.
- Ja straciłam męża w straszny sposób - powiedziała lady Welkins.

Milla od razu zauważyła, że coś z nim nie tak. Gdy zwracał się do

pożytku, jeśli będziesz już stosownie ubrana.
do siebie zwracać?
Popatrzył na dziecko. Ostatnia niania odmówiła zamieszkania w ich rezydencji, a mała potrzebowała stałej opieki podczas jego nieobecności. Kogoś czułego i kochającego, kto zastąpiłby jej matkę. Ciągłe zmiany opiekunek były dla niej niekorzystne. Maleństwo płakało, gdy zbliżał się do niego ktoś obcy.